Szwajcaria Bazylea

Bazylea – miasto trzech państw

Dwa dni w Szwajcarii to zdecydowanie za mało, by poczuć klimat Alp. Wystarczająco, by stwierdzić, że chce się tam wracać. Bez względu na koszty, albo z pomysłem, jak zrobić to taniej.

Kupię bilet do Szwajcarii. Kosztuje niecałe 100 zł. Będzie super

Na tym etapie można schować do szuflady słowa: “To będzie tani wyjazd”. Nawet jeśli stwierdzisz, że weźmiesz swoje jedzenie, śpiwór, namiot, a nawet karimatę.

Nocowanie na lotnisku w Bazylei

Z nocowaniem na lotnisku w Bazylei nie ma problemów. Obsługa lotniska nie budzi nikogo co pół godziny, a jeśli dobrze się poszuka, można spać nawet na kanapie. Te stoją w górnej kondygnacji lotniska, przy jednej z knajp. Do ok 4/5 rano można spokojnie odpoczywać. Nocleg 9/10. Na żadnym innym lotnisku nie spało mi się lepiej.

Na start

Fenomen Bazylei polega na tym, że leży na styku trzech państw: Francji, Szwajcarii i Niemiec. Najłatwiej jest się tam porozumieć właśnie w języku niemieckim. Różnice w cenach są wyraźnie widoczne – za kawę i najtańszego rogalika na terenie Szwajcarii trzeba zapłacić w przeliczeniu na PLN ok. 50 zł. Najtaniej jest w części niemieckiej – zwłaszcza, gdy wybierzemy popularnego tam Lidla.

O ile Francja i Niemcy należą do Unii Europejskiej i korzystanie z Internetu na ich terenie nie stanowi problemu, tak sytuacja robi się problematyczna przy “złapaniu” szwajcarskiego zasięgu. Najlepiej od razu zmienić ustawienia telefonu i automatyczny wybór sieci zmienić na ręczny. Zwłaszcza, że na terenie miasta nie ma wielu hot spotów.

Z lotniska do centrum jest ok. 5 kilometrów. Autobusy kursują od 5 rano do północy. Bilet na ten moment kosztuje CHF4.70 w jedną stronę i CHF3.10 dla dzieci poniżej 16 lat (trzeba wybrać dwustrefowy!). Można też iść na nogach – chodnik jest szeroki, droga prosta, przejście zajmuje ok. godzinę.

Dla biednych i dla tych bogatych

Dawniej Bazylea była podzielona na dwie części, a granicę stanowiła rzeka Ren. W Bazylei Małej mieszkała uboga część społeczeństwa, z kolei Bazylea Wielka należała do tych bogatych.

Jak zwiedzać, by niczego nie pominąć?

Bazylea ma przygotowane tzw. trasy turystyczne. Więcej o nich można dowiedzieć się w Punktach Informacji Turystycznej. Przygotowane są tak, by nie pominąć niczego ważnego. Wszystkie najważniejsze atrakcje można zobaczyć maksymalnie w dwa dni. Jeśli lubisz intensywne zwiedzanie, wystarczy jeden dzień.

Miasto muzeów, kawiarni i sztuki ulicznej

Bazylea to miasto muzeów – na niewielkiej przestrzeni jest ich aż 40. Rekordowo dużo jest też kawiarni – podobno w Bazylei przypada ich najwięcej w przeliczeniu na mieszkańca.

Najstarsza zabudowa miasta pochodzi z XIII wieku. Na wąskich uliczkach stoi pełno rowerów. Orzeźwienia można szukać w fontannach – jest ich ponad 200, ale kto by podjął się liczenia. Uwagę zwracają też liczne figurki Bazyliszka, który jest symbolem miasta.

Pijąc kawę nad Renem można przyglądać się trenującym tai chi. Można też wybrać się na kawę… do kościoła. Kościół św. Elżbiety był pierwszym “otwartym Kościołem” Szwajcarii – jego drzwi są otwarte dla każdego, niezależnie od wyznawanej wiary. Można go wynająć i zorganizować mszę w dowolnym obrządku albo… urządzić w nim imprezę. Ponadto część kościoła jest przerobiona na kawiarnię.

Z kościelnej kawiarni oglądać można piramidy i spektakl fontann. To część teatru. A w podziemiach znajdują się garderoby. Fontanny to tak naprawdę figury – maszyny, konstrukcji Jeana Tinguely’ego. Zanurzone w wodzie, odgrywają bezsensowne role człowieka, powtarzającego w kółko te same, bezsensowne czynności.

fot. Natalia Księżak

Dodaj komentarz