Islandia niskobudżetowo – czy to możliwe?

Hugfanginn to jedno z najpiękniejszych słów wg Islandczyków w ich ojczystym języku. Nadal nie potrafię wypowiedzieć poprawnie żadnego słowa, ale Google podowiada, że hugfanginn to zafascynowanie. Islandia fascynuje. Żaden inny kraj nie ma jednocześnie tylu gejzerów, wodospadów i lodowców skoncentrowanych na tak małej powierzchni. Czarną plażę oceanu od lodowca oddziela jednopasmowa droga, a większe miasto to takie, w którym jest mniej więcej 10 gospodarstw domowych. 

 

W 2016 roku Islandia wyprzedziła Szwajcarię, stając się najdroższym krajem świata. Jak podaje strona internetowa Numbeo, koszty utrzymania w Islandii są o prawie 50% wyższe niż w Stanach Zjednoczonych, a koszt życia w islandzkiej stolicy jest wyższy o 11,66% od życia w Nowym Jorku. Czy można się tam dostać “po pieniądzach”, a później podziwiać piękno wyspy, zamiast wizualizować ciepły obiad? I co to znaczy w ogóle “niskobudżetowo” po islandzku?

Bilety z Polski na Islandię. 

Z Polski do Reykjaviku można się dostać m.in. z Gdańska, Katowic, Wrocławia czy Warszawy różowo – fioletowym samolotem, czyli liniami lotniczymi Wizzair. Śledząc regularnie oferty, bez problemu bilety można kupić za niecałe 300 zł. Jeśli myślimy o niskim budżecie, nie pozostaje nic innego jak dokupić bagaż rejestrowany. Na 3 osoby miałyśmy bagaż tylko w 1 stronę za 150 zł. Wracając, torbę upchałyśmy do plecaka, bo wcześniej było w niej tylko jedzenie.

Poruszanie się po Islandii. 

Islandia to duże odległości między miastami i temperatury niższe od tych, do których przyzwyczaiła nas Polska. Żeby zminimalizować koszty, można spróbować podróżować na stopa (między wrześniem, a kwietniem stanowczo odradzam!) Samochody “jedynką” biegnącą dookoła wyspy jeżdżą relatywnie rzadko, czasami po pół godzinie jazdy na długich światłach, bo nikt nie jechał z naprzeciwka, w ogóle zapominałam, że je mam, oślepiając później osobę jadącą w przeciwną stronę. Może się więc okazać, że nie zobaczysz tego wszystkiego, co zaplanowałeś.

Inną opcją jest wypożyczenie samochodu, polecane szczególnie są te z napędem 4 x 4. Ich cena jest średnio 2 – 3 krotnie wyższa od przeciętnej osobówki. Wypożyczenie auta typu Ford Fiesta czy Renault Clio to wydatek rzędu 800 zł na 5 dni, ceny samochodów 4 x 4 zaczynają się od 1500 zł za 5 dni. Chyba bym się nie odważyła jeździć po islandzkich drogach bez wykupienia pełnego ubezpieczenia (wyszło 300 zł), zwłaszcza zimą, siedząc za kółkiem Hyundai i20. Wbrew pozorom, jeździło mi się nim nieźle. Niezły ubaw mieli też inni turyści, patrząc z zza szyby swojej terenówki, której koła sięgały do połowy mojej bocznej szyby, na 3 dziewczyny wysiadające z hjundaja w listopadzie poza “jedynką”. Jeśli jednak nie czujesz się na siłach, nie ryzykuj, w niektórych miejscach bywało ciężko. Paliwo w przeliczeniu na PLN to ok. 7 zł/l. Wybierając się w 3 – 4 osobę, kwestie transportu można zamknąć w kwocie 500 – 600 zł. Wrócić zmarzniętym i ogrzać się w samochodzie – bezcenne.

Islandia niskobudżetowo

Noclegi.

Nie ma zmiłuj, jeśli chcesz jechać na niskim budżecie, zapomnij o hotelach, hostelach, a czasem nawet kempingach. Raz przez przypadek rozbiłam się na polu kempingowym, więc w środku nocy obudziła mnie obsługa i za spanie na śniegu na turbo mrozie skasowała 100 zł. No cóż, w moim “niskim budżecie” kempingi nie wchodzą w grę. Na Islandii nie ma za to problemów ze spaniem na dziko, z wyjątkiem miejsc prawnie chronionych, np. pod lodowcem czy przy Czarnej Plaży. Na ogół nocleg znajduje się szybko i można się czuć naprawdę bezpiecznie. 

Jedzenie.

Przepisy pozwalają na wwiezienie na Islandię 3 kg jedzenia na osobę. W świetle prawa nielegalne jest przewożenie m.in. surowego mięsa (wliczając więc w to niskobudżetowe kabanosy), serów i wysokoprocentowych alkoholów powyżej 1l. W praktyce nikt tego nie sprawdzał ani mnie, ani nikomu, kogo znam, kto był na Islandii. Naprawdę warto zrobić zakupy w Polsce. Dla porównania za 1,5 l Coca – Coli na Islandii trzeba zapłacić 10 – 15 zł, a obiad to wydatek rzędu 100 – 200 zł. Bałam się sprawdzać, ile trzeba by zapłacić za kawę. Sprawę ciepłych posiłków i napojów załatwia kuchenka turystyczna. Nie wiem, jak wygląda dostępność kartuszy z gazem, ja mam tę na alkohol.

Parkingi, atrakcje.

Jedyny płatny parking z jakim spotkałam się na południowym wybrzeżu, był pod lodowcem Vatnajökull (25 zł za dzień). Nie uiszczałam też opłat za atrakcje, wszystko co dała natura, można podziwiać za darmo (oprócz wejścia na do jaskini lodowej na lodowcu, 3 – godzinna wycieczka 600 zł).

Koszty 5 – dniowej wycieczki po południowym wybrzeżu Islandii (na osobę, byłyśmy we 3):
  • bilet lotniczy 300,
  • bagaż rejestrowany 50,
  • wypożyczenie auta + paliwo 600,
  • ekstra nocleg i inne opłaty: 50,
  • wyżywienie (wszystko z Polski): 150.

Czy to dużo? Porównując cenę, jaką przyszło mi zapłacić do tego, co zobaczyłam, naprawdę warto. Dla mnie Islandia jest nr 1, zostawiając daleko w tyle kolejno Maltę, Szwajcarię i Maroko.

Lodowiec Vatnajökull. fot. Natalia Księżak
Islandia niskobudżetowo
Czarna Plaża Reynishverfi na Islandii.

Dodaj komentarz