Ukraina + Mołdawia; Kiszyniów, Cricova, Orhei Vechi – backpacking – cz. 2

Wino to dla Mołdawian prawdziwy powód do dumy. W 2017 roku przegłosowali zmianę nazwy lotniska w stolicy na Wine of Moldova Airport. A 60 kilometrów dalej, w Orhei Vechi czas się zatrzymał. Dolinę przecina rzeka Răut, otaczają wzniesienia, a po ich dwóch stronach malują się błękitno – zielono – białe tradycyjne mołdawskie chaty. Trasa: Odessa – Bendery – Tyraspol –Kiszyniów – Cricova – Stare Orhei – Kamieniec Podolski – Chocim

Część 1. – tutaj.

#Kiszyniów

Europejska stolica. Łuk Triumfalny w centrum. Ale mołdawska flaga ledwo powiewa na wietrze. Podobno to miasto bazaru.

Co zobaczyć w Kiszyniowie?

Jeden wielki bazar na którym można kupić dosłownie wszystko. I to za bezcen. Cóż z tego, skoro gdy docieramy tam wieczorem, zostały po nim zaledwie śmieci. Oglądamy więc… puste, odrapane stragany i dziuryw chodniku. Świeże ryby, śmietanę czy wiejskie masło możemy

sobie jedynie wizualizować. Skręcamy więc w lewo, w ulicę Stefan cel Mare. Porównując Kiszyniów do mołdawskiej prowincji, zdaje się być metropolią, ale w porównaniu do zachodnich europejskich stolic jest bardzo spokojny. XIX wieczna rosyjska architektura miesza się tu z socjalizmem, przeplatając to wszystko nowoczesnymi budynkami.

Stefan cel Mare za swojego panowania uczynił z Mołdawii silne, dynamicznie rozwijające się państwo, nie ulegając wpływom Królestwa Węgier, Królestwa Polskiego czy Imperium Osmańskiego. Dlatego ulica Stefan cel Mare to najważniejsza mołdawska ulica.

Co zobaczyć wzdłuż Stefan cel Mare?

  • Piata Centrala, czyli… rynek,
  • Teatr Narodowy – zbudowany w 1991 roku, przyjął imię awangardowego francuskiego dramaturga pochodzenia rumuńskiego, współtwórcy teatru absurdu – Eugène Ionesco.
  • Siedziba Rządu.
  • Park miejski. A dokładniej restauracja Regal Pizza. Tradycyjne mołdawskie pierożki, grillowane warzywa i wino z widokiem na siedzibę mołdawskiego rządu. Ile za taką przyjemność w przeliczeniu na złotówki? 20. Chyba właśnie dlatego warto tu przyjechać.
  • Pomnik Stefana cel Mare.
  • Łuk Triumfalny – wybudowany przez Rosjan w 1841 roku jako wyraz radości po zwycięstwie nad Turkami.
  • Parlament.

 

 

 

#Cricova

XV wiek – powstają pierwsze tunele. XX wiek – Mołdawia jest głównym dostawcą wina na tereny ZSRR. XXI wiek – mówi się, że 1/3 Mołdawian żyje z produkcji wina.

Co zobaczyć w Mołdawii?

Cricova położona jest 15 kilometrów na północ od stolicy i jest rajem dla winiarzy. Co zwiedzać? Wszystko to, co pod ziemią. 120 – sto kilometrowa sieć korytarzy i 3 miliony butelek wina. Ewenement na światową skalę. O 10 rano nie ma jednak angielskiego przewodnika. Gdy wjeżdżamy więc meleksem do serca Cricovy, próbujemy wyłapać sens z pojedynczych rumuńskich słów.

Koszt zwiedzania winnicy z przewodnikiem + degustacja: 350 lei (21 euro)

Do Cricovy ciężko dojechać komunikacją miejską, ale.. jest to możliwe. Pół godziny biegania od okienka do okienka i od busa do busa. Później 30 minut jazdy i 4 kilometry spaceru.

Cricova tour obejmuje transport elektryczną kolejką i podziemny spacer, m.in. przez kolekcje win najważniejszych światowych osobistości. Znajdziemy te należące do Putina czy Hermanna Göringa. Polaków chyba najbardziej bawią jednak te należące do… Tuska. No tak, wina Tuska nabiera tu nowego wymiaru. Jako że picie wina przez korek nie służy, podczas projekcji filmu dostajemy kieliszek do degustacji. Nawet słońca tu nie brakuje.

#Stare Orhei

O tym, jak dobrze funkcjonuje mołdawski autostop przekonałyśmy się w drodze z Cricovy do Starego Orhei. 50- cio kilometrową trasę pokonujemy w niecałe 2 godziny, łapiąc stopa 4 razy. Nawet kierowca busa nie bierze od nas pieniędzy. Gdy droga się kończy, naprawdę masz wrażenie, że jesteś na końcu świata. Dalej już tylko rzeka, pola i jeszcze bardziej polne dróżki. Po drugiej stronie mała wioska z przydrożnymi kapliczkami i błękitnymi chatkami.

Formę kanionu wyrzeźbiły tu wapienie z odpływającego morza. Pierwsze ślady osadnictwa datowane są na epokę kamienia. Rzeka silnie meandruje. Do świątyni usytuowanej na górze w 1991 roku wrócili mnisi, wysiedleni w XIX wieku przez Tatarów. Jaskinie, tatarskie łaźnie i klasztor wykuty w skale. Do monastyru z pewnością warto wejść. Panuje tu półmrok, jest wilgotno. Kobiety zakrywają głowy chustami położonymi z prawej strony. Z niewielkiej półki skalnej rozciąga się widok na rzekę. Wkładam monetę w ścianę. Przy wejściu modli się mnich. A cały Orhei Vechi stara się o wpis na liście UNESCO. Od lat bezskutecznie.

Co zobaczyć w Mołdawii?

Orhei Vechifot. Natalia Księżak

Dodaj komentarz