Ludzie w Bułgarii

Dzień dobry Bułgario!

Złote Piaski. Piękna pogoda. Wino. Dzień dobry Bułgario!

Bułgaria. To tutaj 2500 lat temu niewielką osadę przekształcono w grecką kolonię. Później było Imperium Rzymskie, Bizancjum, Imperium Osmańskie. Gdyby teraz wyciąć cerkwie z krajobrazu, myślałabym, że wciąż jestem w Polsce. Podskakiwanie na siedzeniu w autobusie jadącym wzdłuż wschodniego wybrzeża też wydaje mi się znajome. Ale jest dobrze – jedziemy. I to w dobrą stronę. W autobus wsadziła nas miła starsza Pani, bo z rozczytaniem mapy na przystanku było ciężko. I chyba nie chodzi tu nawet o inny alfabet, bo owa Pani też miała z tym problem. My po polsku, ona po bułgarsku. Czy ciężko zrozumieć? Jedziemy, więc nie jest źle.

7.00 rano w poniedziałek to zdecydowanie nie jest ulubiona godzina mieszkańców Nessebaru. Oprócz kilku mężczyzn w porcie całe miasto śpi. Sklepy zamknięte, kościoły też. Mijamy zabytki – ruiny kościółków. Jeden zatrzymuje mnie na dłużej. Z zewnątrz wszystko wygląda normalnie, nawet tabliczka z nazwą i krótką historią miejsca się zgadza. No dobrze. Można w końcu zajrzeć gdzieś do środka. A tam co? Sterta śmieci. No tak, pozory… mylą.

Warna w kwietniu jest zimna, wieje. Nasz Morze. Ogród. Apartament. to w rzeczywistości piwnica z dwoma oknami i niedziałającym czajnikiem. Wielki plus za to, że po półgodzinie kręcenia się w kółko z GoogleMaps, w ogóle go znalazłyśmy. Główna ulica miasta przypomina mi „promenadę” w… Radomiu. Naprawdę – podobieństwo jest uderzające. Dobra, koniec z podobieństwami. W Polsce nikt mnie nigdy nie przepraszał za to, że muzeum jest zamykane, bądź co bądź, o porze podanej na tabliczce. O 17.05 trochę z przypadku trafiamy pod Muzeum Warny. W sumie nie zdziwiło nas, że drugi raz tego samego dnia odbijamy się od drzwi. No tak – zamknęli… 5 minut temu. I w tym momencie zaczepia nas kobieta. – Skąd jesteście? Chciałyście wejść do muzeum? Na jak długo przyjechałyście? Szybko okazuje się, że trafiłyśmy na przewodniczkę. Tak się przejęła tym, że nigdzie nie możemy wejść, bo to poniedziałek, bo po 17, że postanowiła z nami trochę pogadać. Historia miasta, mentalność mieszkańców, relacje Bułgarów z Grekami, Turkami… Nie wiem, ile razy przeprasza, że nie możemy wejść do środka. Za to ja co chwilę, jak to jest w zwyczaju podczas słuchania, potakuję głową. Po europejsku. Tutaj jest odwrotnie. Kiedy kiwasz głową na TAK, Bułgar interpretuje to jako NIE. Ale dlaczego? Jedna z legend mówi, że chodzi o czasy, kiedy Bułgaria była pod panowaniem Turków. By uchronić się od miecza, zmienili zwyczaj.

Oprawcy opierali na gardle napadniętego jatagan* i pytali, czy przyjmuje wiarę muzułmańską i założy turban. Pierwsi, którzy byli poddani próbie przejścia, wykrzykiwali NE (NIE) i kręcili głową  z boku na bok. Taki ruch pozbawiał ich życia. Kolejni mieszkańcy zorientowali się i, kiedy jatagan znajdował się na ich gardle, kiwali głową do dołu i mówili NE. Stąd pochodzi odwrotne kiwanie (na dół na NE (NIE) i na boki na DA (TAK).**

Nie zorientowałam się. Żegnamy się, a ja znów kiwam głową. No TAK, przedefiniowałam swoje spojrzenie na Bułgarię. Dla mnie ten kraj to przede wszystkim wspaniali ludzie. Uśmiechnięci, skromni, pomocni. Teraz tylko muszę wbić sobie do głowy tę przekorną tradycję.

* Jednosieczna broń biała o charakterystycznej rękojeści; ostrze jest lekko sierpowate. Używana przez mieszkańców niektórych krajów muzułmańskich
** www.balkanistyka.org

 

8 myśli na temat “Dzień dobry Bułgario!

  1. Z tego opisu wynika, że warto tam pojechać. Dziś mam ochotę znaleźć się w takim sennym miejscu, gdzie nikomu i nigdzie się nie spieszy. Ale kto wie? Bułgaria nie jest przecież tak daleko…

Dodaj komentarz