Test butów Salewa WS Rapace GTX.

Moje poprzednie buty trekkingowe przetrwały 10 lat (!). Trochę z żalem, ale przyszedł czas na kupno nowych. W międzyczasie mój górski sezon rozciągnęłam na cały rok, a to oznaczało wyzwanie znalezienia obuwia, które sprawdzi się zarówno w deszczowy sierpień, jak i grudzień w pakiecie z 25 stopniowym mrozem. Rewelacja.

Pierwszy wybór okazał się fatalny w skutkach. Testowałam buty The North Face Verto S4K GTX i wróciłam z solidnymi odciskami na pięcie od wewnętrznej strony. Potrzebowałam nowych butów bez dyskusji, oddałam tamte i skuszona systemem MFF+ MULTI-FIT FOOTBED – specjalną wkładką Salewy, która zapewnia indywidualne dopasowanie do stopy, postawiłam na model Rapace GTX.

Dlaczego Salewa WS Rapace GTX?

Zależało mi na kilku rzeczach. Po pierwsze uniwersalności. Po drugie na wodoodporności. Po trzecie amortyzacji. Po czwarte na podeszwie kompatybilnej z rakami, najlepiej półautomatycznymi. Najmniej zaś zależało mi na wyglądzie, choć ten model prezentuje się naprawdę dobrze i przełamuje górską rutynę wśród skórzanych butów. Zdecydowanie duży plus.

Buty kupiłam przez Internet, wybierając taką samą długość wkładki, jak w moich emerytach. Liczyłam się z tym, że efekt będzie taki sam, jak przy testach egzemplarza The North Face, ale… przymierzyłam je i nie chciałam zdjąć. Są niewiarygodnie wygodne i relatywnie lekkie. Nie mają żadnych nieprzyjemnych przeszyć od wewnętrznej strony, a język, który stanowi całość z cholewką, ułatwia jego ułożenie w bucie. Buty wiąże się łatwo, jak się później okazało, nawet w rękawiczkach. 3F SYSTEM Salewa stabilizuje tylną część stopy, jednocześnie nie ograniczając naturalnej elastyczności w okolicach kostki. Podeszwa to legendarny VIBRAM, dzięki któremu nie trzeba zakładać raków za pierwszym zakrętem na oblodzonych kamieniach, a skuteczną ochronę przed wodą zapewnia Gore – Tex.

Tatrzański chrzest.

Wybór padł na Szpiglasowy Wierch od strony Doliny Pięciu Stawów w kwietniu. Cały czas zastanawiałam się, czy nie chcą zrobić i psikusa i jednak mnie nie obetrą. Miałam do dyspozycji zarówno oblodzone kamienie, błoto, dopiero co rozmrożone strumyczki i trawę, jak i lawiniska, kopny czy twardy śnieg. Fantastycznie. W miejscu, gdzie moi towarzysze ślizgali się i zakładali raki, czułam się pewnie. Swoje założyłam dopiero na ok. 1900 m.n.p.m. – trzymały się dobrze (wersja koszykowa). Stabilizacja stopy i termika na plus. Wiem, że nie było zawrotnych mrozów, ale jestem zmarzluchem, jeśli temperatura nie przekracza 20 stopni, jest mi zimno. Serio. Wbrew wcześniejszym wątpliwościom, buty nie obtarły (dodatkowo zawsze używam skarpetek BRBL Borneo Biegi Górskie Trial Running przeciw obtarciom). W moim odczuciu Vibram WTC na tej samej trasie zastosowany w Rapace GTX spisuje się dużo lepiej, niż Vibram Mulaz.

Mam jednak dwa zastrzeżenia. No, 2 i pół. Obluzowała mi się dwa razy jedna sznurówka, wypadała z zahaczek – prawdopodobnie za słabo zawiązałam. Drugi minus to ścierający się z prędkością światła napis Salewa – szkoda, ale przecież to w żaden sposób nie utrudnia trekkingu. Nie mam pewności co do działania CLEANSPORT NXT, czyli technologii zapobiegającej nieprzyjemnym zapachom. Niby jest lepiej, ale nie do końca.

Buty, przy których stwierdzenie, że trzeba rozchodzić, odchodzi do lamusa, uff. Takie dla mnie są Salewy WS Rapace GTX.

Na zakończenie mam krótki filmik z wyjścia, podczas którego testowałam owe Salewy. Pogoda rewelacja, warunki śniegowe takie sobie.

 

5 myśli na temat “Test butów Salewa WS Rapace GTX.

  1. Właśnie zastanawiałam się tej zimy nad zakupem butów pod półautomaty. Mam jednak tak wrażliwe stopy, że większość modeli odpadała na etapie włożenia nogi do buta. Jednak Salew nie mierzyłam. Zapiszę sobie nazwę modelu i poszukam go w sklepach. Skoro są tak wygodne, to może dla mnie też będą ok :).

Dodaj komentarz